Po 300 dniach na oceanach ORP „Iskra” wróciła do Gdyni i do legendy

FOT. UM Gdynia
W bibliotece Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni pojawiły się żółte chusty, stare zdjęcia i opowieści, które po latach wcale nie straciły mocy. Podczas uroczystości poświęconej 30. rocznicy powrotu ORP „Iskra” z rejsu dookoła świata kilkaset osób znów wróciło do wyprawy, która zapisała się w historii polskiej Marynarki Wojennej. W jednej sali spotkali się dawni uczestnicy rejsu, ich przyjaciele, władze uczelni i podchorążowie, dla których tamta podróż brzmi już jak legenda, ale wciąż ma bardzo konkretny zapach wiatru, oceanu i słonej pracy.
- Żółte chusty wróciły do biblioteki razem z dawną morską braćmi
- Rejs, który zahartował całą generację marynarzy
- Gdynia pamięta powrót „Iskry” i tłum na zimowym nabrzeżu
Żółte chusty wróciły do biblioteki razem z dawną morską braćmi
W piątkowe popołudnie biblioteka uczelni zamieniła się w miejsce spotkania ludzi, których łączy jeden z najtrudniejszych żeglarskich znaków rozpoznawczych. Żółte chusty na ramionach nie były dodatkiem do stroju, lecz symbolem przynależności do Bractwa Kaphornowców, czyli środowiska żeglarzy, którzy przynajmniej raz opłynęli słynny Przylądek Horn. To właśnie tam, na krańcu Ameryki Południowej, zaczyna się żeglarska opowieść o wytrwałości, a nie o łatwym rejsie.
ORP „Iskra” przed laty nie zatrzymała się jednak na jednym wyzwaniu. Okręt opłynął Horn, Przylądek Dobrej Nadziei i Przylądek Leeuwin w Australii, czyli miejsca, które dla marynarzy brzmią jak osobny rozdział życia. Na pokładzie spędzono 300 dni, a w załodze było 58 osób – głównie wykładowcy Marynarki Wojennej, ale też kucharze, lekarz oraz ówcześni podchorążowie Akademii Marynarki Wojennej.
Ta wyprawa nie była zwykłą podróżą szkoleniową. Dwukrotne przecięcie równika, sztormy, święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok spędzone na oceanie oraz wizyty w egzotycznych portach złożyły się na doświadczenie, którego nie da się łatwo opowiedzieć jednym zdaniem. W historii Marynarki Wojennej RP to jedyny taki rejs żaglowca dookoła świata, dlatego po trzydziestu latach nadal wraca się do niego jak do punktu odniesienia.
Rejs, który zahartował całą generację marynarzy
Wspomnienia uczestników nie zestarzały się razem z kalendarzem. Podczas spotkania dawni wykładowcy i podchorążowie przeglądali zdjęcia z wyprawy, szukając na nich siebie sprzed trzech dekad – młodych, jeszcze nie tak pewnych siebie, ale już gotowych na morską próbę charakteru. Obok mundurów pojawiały się insygnia, a razem z nimi świadomość, że dla wielu z nich ten rejs stał się czymś więcej niż przygodą.
„Nasza wyprawa miała duże znaczenie zarówno dla Marynarki Wojennej, Gdyni, jak i całej Polski” – mówił kontradmirał Czesław Dyrcz, późniejszy rektor Akademii Marynarki Wojennej. – „Dla nas, jej uczestników, stała się przygodą życia”.
Dyrcz podkreślał też, że więzi z tamtych miesięcy nie rozpadły się po powrocie do portu. Uczestnicy spotykają się nadal podczas kolejnych rocznic i wracają do wspólnych historii, które z czasem stały się częścią pamięci całej uczelni. To właśnie dlatego takie uroczystości nie są tylko wspomnieniem dawnego sukcesu, ale też żywą lekcją dla następnych roczników podchorążych.
Wśród wspomnień najmocniej wybrzmiewała też osobista przemiana. Jeden z dawnych podchorążych opowiadał, że przed rejsem był romantykiem i pisał wiersze, a wyprawa nauczyła go bardziej twardego spojrzenia na świat.
„Ta wyprawa zmieniła mnie, nauczyła twardo stąpać po ziemi” – wspominał.
Gdynia pamięta powrót „Iskry” i tłum na zimowym nabrzeżu
Najmocniejszy obraz tej historii dotyczy jednak powrotu do domu. Trzydzieści lat temu „Iskra” zawijała do Gdyni w wyjątkowo trudnych zimowych warunkach. Baseny portowe były skute lodem, więc żaglowiec musiały wspierać holowniki Marynarki Wojennej. Na nabrzeżu czekały tłumy mieszkańców, orkiestra wojskowa i rodziny marynarzy, a całe wydarzenie miało w sobie coś z morskiego święta i rodzinnego czekania na bliskich po długiej nieobecności.
Podczas rocznicowego spotkania ten nastrój wrócił choćby na chwilę. Wręczono pamiątkowe medale, przekazano albumy ze zdjęciami z rejsu i otwarto wystawę przypominającą tamtą wyprawę. Dla podchorążych, którzy słuchali opowieści starszych kolegów, nie była to tylko podróż po archiwalnych fotografiach. To była żywa lekcja o tym, jak wygląda służba, kiedy w grę wchodzą miesiące na oceanie, praca zespołowa i odpowiedzialność za każdy dzień rejsu.
Organizatorzy zapowiedzieli, że kolejne takie spotkanie ma odbyć się za dziesięć lat. A to oznacza, że historia ORP „Iskra” nadal będzie wracać do Gdyni – nie jako muzealny eksponat, ale jako opowieść ludzi, którzy naprawdę ją przeżyli.
na podstawie: Urząd Miasta.
Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Gdynia). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.
Ostatnie Artykuły

Groźby przez internet i telefon skończyły się zatrzymaniem w trzy godziny

Gdyńskie firmy weszły do gry o energetykę, a w PPNT szukano rozwiązań dla Energi

W Muzeum Emigracji o Gdyni, która wciąż mierzy się z własną różnorodnością

Po 300 dniach na oceanach ORP „Iskra” wróciła do Gdyni i do legendy

Gdynia dostaje nowy punkt startu do grantów dla kultury

Gdynia zanurzy się w japońskiej scenie - trzy wieczory w Bibliotece z Pasją

Mieszkańcy Gdyni przeciw strzelnicy w lesie. Petycja z setkami podpisów

W ZSO nr 8 młodzi programiści i programistki walczą o Gdynię 2126

Hejt w sieci dostał w Gdyni twardą lekcję odpowiedzialności

Mały odblask w Gdyni może przesądzić o bezpieczeństwie pieszego po zmroku

Budżet Obywatelski w Gdyni po pierwszym sprawdzianie przepuścił 298 projektów

Na klifie wszystko mogło skończyć się tragicznie - policjanci zdążyli

Nowe centrum uzbrojenia na Oksywiu ma domknąć ważny etap programu Narew

