Gdyński zakład od 90 lat nie wychodzi z mody i wciąż szyje na miarę

4 min czytania
Gdyński zakład od 90 lat nie wychodzi z mody i wciąż szyje na miarę

FOT. Urząd Miasta w Gdyni

Przy Starowiejskiej działa miejsce, które pamięta zupełnie inną Gdynię – taką, w której ubranie powstawało z cierpliwości, a nie z taśmy. Rodzina Wiśniewskich od dziewięciu dekad prowadzi tu zakład krawiecki, a dziś tradycję nosi już czwarte pokolenie. Podczas jubileuszowego spotkania w pracowni pojawił się list gratulacyjny od prezydent Aleksandry Kosiorek i drobny upominek, ale najważniejsze było co innego – to, że w mieście wciąż działa rzemiosło z prawdziwego zdarzenia.

  • Z Warszawy przez wojnę do gdyńskiej pracowni
  • W pracowni dalej liczy się ręka człowieka, nie produkcja z taśmy
  • Miasto uhonorowało rzemiosło, które wciąż ma tu swoje miejsce

Z Warszawy przez wojnę do gdyńskiej pracowni

Historia firmy zaczęła się w 1936 roku, kiedy do Gdyni przyjechali Stefan i Józef Wiśniewscy. Pierwsza siedziba mieściła się przy Świętojańskiej, nad dawnym „Liliputem”, a zakład od początku był związany z krawiectwem szytym pod konkretną osobę, nie pod masową sprzedaż.

Los rodziny był jednak mocno splątany z historią XX wieku. Stefan przed wojną przeniósł się do Warszawy , po kapitulacji powstania trafił z rodziną do Pruszkowa , a potem do Dachau. Po wojnie Józef wrócił do Gdyni i to on współtworzył dalszy rozwój pracowni. W 1957 roku zakład przeniósł się do lokalu przy ul. Starowiejskiej 25, gdzie działa do dziś.

Janusz Wiśniewski, dziś już na emeryturze, wcale nie planował zostawać krawcem na całe życie. Ciągnęło go do weterynarii i pisania, ale po śmierci stryja musiał szybko przejąć rodzinny fach. Sam mówi o tym bez patosu, za to z dużą uczciwością wobec zawodu.

„Po prostu pracuje się bardzo ciężko i szanuje się klienta”.

W jego dorobku są też książki, między innymi „Życie skrojone na miarę” i „Życie od podszewski”. To dobrze oddaje charakter tej rodziny – tu szycie i opowiadanie historii od lat idą obok siebie.

W pracowni dalej liczy się ręka człowieka, nie produkcja z taśmy

Dziś zakład prowadzi Tomasz Wiśniewski, a w rodzinnej firmie pomaga także wnuk, Kamil. On patrzy na pracownię trochę inaczej niż poprzednie pokolenia – z perspektywy człowieka, który widział, jak zmienia się ulica, witryny i zwyczaje klientów.

„To się dzieje na naszym podwórku – gdyńskim i też warszawskim”.

To właśnie ten lokalny charakter rodzina stawia najmocniej. W przeciwieństwie do wielu firm, które zlecają szycie poza Polską, Wiśniewscy robią wszystko na miejscu, między Gdynią a Warszawą. A dla klientów oznacza to coś więcej niż sam produkt. W pracowni można liczyć na doradztwo i dopasowanie, które zaczyna się jeszcze zanim igła dotknie tkaniny.

W ofercie są między innymi: • garnitury całodzienne, wieczorowe, wizytowe i ślubne
• koszule
• kamizelki i płaszcze
• szycie na miarę dla kobiet

To ważne zwłaszcza dziś, gdy ubranie z sieciówki często kończy swoją drogę na etapie przymierzalni. Tu najpierw jest rozmowa, potem szkic, mierzenie i poprawki. Właśnie ta uważność sprawiła, że pracownia przez lata budowała markę mocniejszą niż sezonowe mody.

Janusz Wiśniewski wspomina też, że zakład zdobył trzy Złote Igły, a to w swoich czasach było wyróżnienie z najwyższej półki. Jak podkreślał, konkurencja była ostra, bo obok działała już Moda Polska i spółdzielnie krawieckie. W takim otoczeniu nie wystarczał sam dobry materiał – trzeba było pokazać kunszt.

Miasto uhonorowało rzemiosło, które wciąż ma tu swoje miejsce

Z okazji jubileuszu firmę odwiedziły przedstawicielki Gdyńskiego Centrum Wspierania Przedsiębiorczości. Przekazały właścicielom list gratulacyjny od prezydent Aleksandry Kosiorek oraz upominek. Spotkanie stało się okazją do rozmowy nie tylko o rodzinnej historii, ale też o tym, jak bardzo przez lata zmieniła się branża.

Właściciele nie ukrywają, że dziś krawiectwo mierzy się z poważnymi problemami. Brakuje wykwalifikowanych pracowników, szkół zawodowych jest coraz mniej, a sytuacja ekonomiczna wielu klientów wpływa na liczbę zamówień. Mimo to zakład trwa, bo opiera się na renomie zbudowanej przez dziesięciolecia, a nie na chwilowej modzie.

Janusz Wiśniewski przypomina też, że Gdynia od początku dawała takiemu biznesowi szczególne warunki. Miasto było otwarte na świat, a przez lata łatwiej było tu zdobyć materiały i tkaniny przywożone przez marynarzy. Sam mówił o tym wprost, wskazując, że dla krawca to była prawdziwa szansa rozwoju.

„Gdynia jest tym oknem na świat”.

W czasach, gdy wiele zakładów znika po kilku latach, ta historia brzmi wyjątkowo mocno. Przy Starowiejskiej nadal pracuje firma, która pamięta przedwojenną Gdynię, przetrwała wojenną katastrofę i kilka pokoleń zmian. A jej największą siłą wciąż pozostaje to samo – ubranie szyte z myślą o konkretnym człowieku.

na podstawie: Urząd Miasta w Gdyni.

Autor: krystian