Rzadki ptak zderzył się ze ścianą. Ekopatrol uratował wodnika w Gdyni

Rzadki ptak zderzył się ze ścianą. Ekopatrol uratował wodnika w Gdyni

FOT. UM Gdynia

W Gdyni pojawił się ptak, którego zwykle nie da się wypatrzyć nawet nad mokradłami. Zgłoszenie zabrzmiało poważnie – małe zwierzę uderzyło w ścianę i wyglądało źle, więc do akcji ruszył Ekopatrol Straży Miejskiej. Szybko okazało się, że to wodnik zwyczajny, jeden z najbardziej skrytych ptaków wodnych w Polsce. Po krótkiej chwili opieki odzyskał siły i odleciał.

  • Interwencja zaczęła się od niepokojącego sygnału
  • Wodnik zwyczajny częściej daje się słyszeć niż zobaczyć
  • Mokradła wciąż są dla niego sprawą życia i śmierci

Interwencja zaczęła się od niepokojącego sygnału

Do strażników trafiła informacja o ptaku, który po zderzeniu ze ścianą sprawiał wrażenie mocno oszołomionego. Na pierwszy rzut oka trudno było nawet ocenić, z jakim gatunkiem mają do czynienia. Dopiero po sprawdzeniu wszystko stało się jasne – chodziło o wodnika zwyczajnego, ptaka rzadko widywanego przez ludzi, choć dobrze znanego specjalistom od mokradeł.

Leonard Wawrzyniak z gdyńskiej straży miejskiej opisał sytuację krótko i rzeczowo:

„Okazało się, że ptaszek to wodnik zwyczajny, tajemniczy i bardzo rzadko widywany przez ludzi ptak. Na szczęście nic mu się nie stało, zaopiekowaliśmy się nim przez chwilę, doszedł do siebie i zaraz odleciał”.

To właśnie taki finał jest w podobnych przypadkach najlepszym możliwym scenariuszem. Zwierzę, które przez moment traci orientację po uderzeniu, potrzebuje spokoju i chwili na dojście do siebie. W tym przypadku wystarczyło to, by wróciło do formy.

Wodnik zwyczajny częściej daje się słyszeć niż zobaczyć

Wodnik należy do ptaków, które świetnie radzą sobie w ukryciu. Żyje przede wszystkim na terenach podmokłych, w trzcinach i gęstej roślinności, gdzie znika z pola widzenia niemal natychmiast. Można go spotkać przy jeziorach, stawach, bagnach i w dolinach rzek, ale nawet tam częściej zdradza swoją obecność głosem niż sylwetką.

To właśnie dźwięk bywa jego znakiem rozpoznawczym. Głos wodnika potrafi zaskoczyć, bo przypomina czasem kwik świni albo ostre skrzeczenie. Nic dziwnego, że dla osób spacerujących wieczorem w pobliżu mokradeł taki odgłos bywa czymś niecodziennym.

Sam ptak nie rzuca się w oczy. Ma smukłą budowę, czerwony dziób i maskujące upierzenie, które pozwala mu zniknąć wśród trzcin. Dorasta do około 25 centymetrów, częściej biega i przeciska się między roślinami, niż unosi się wysoko nad ziemią. W Polsce jest objęty ochroną, a jego obecność wiele mówi o stanie środowiska naturalnego.

Mokradła wciąż są dla niego sprawą życia i śmierci

Historia z Gdyni kończy się dobrze, ale przy okazji przypomina o czymś ważniejszym niż samo jedno zgłoszenie. Wodnik zwyczajny potrzebuje terenów podmokłych, a te wciąż należą do najbardziej wrażliwych fragmentów przyrody. Osuszanie bagien, zanikanie trzcinowisk i niszczenie naturalnych rozlewisk uderzają właśnie w takie gatunki, które żyją z dala od zgiełku i nie potrafią odnaleźć się w mocno przekształconym otoczeniu.

Dlatego każda interwencja Ekopatrolu ma tu dwa wymiary. Z jednej strony to pomoc jednemu zwierzęciu, które miało pecha w miejskiej przestrzeni. Z drugiej – przypomnienie, że ochrona mokradeł nie jest abstrakcyjnym hasłem, lecz warunkiem przetrwania gatunków, które zwykle pozostają niewidoczne dla większości przechodniów.

na podstawie: Urząd Miasta Gdynia.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (UM Gdynia). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.