Zupełnie nie tak, jak wyobrażał sobie trener Zbigniew Smółka, zagrała Arka w pierwszym meczu na wiosnę w Lotto Ekstraklasie. Gdynianie przegrali przed własną publicznością z Koroną Kielce 1:2, samemu dokładając sporą cegiełkę do takiego rozstrzygnięcia.

Na Arkę w Gdyni kibice czekali dokładnie 51 dni. To wystarczająca przerwa, by za piłką porządnie zgłodnieć. Zachęceni dodatkowo postawą drużyny w okresie przygotowawczym (cztery wygrane i jeden remis w grach kontrolnych), liczyli, że po niedzielnym daniu będą mogli oblizywać palce. Niestety, musieli leczyć zgagę.

Przespane pół godziny

Szukając flagowego wyjaśnienia utartego w żargonie piłkarskim zwrotu „porażka na własne życzenie” należało przede wszystkim zajrzeń na Stadion Miejski. Arkowcy od początku dalecy byli od idei gry w stylu trenera Zbigniewa Smółka – krótkimi podaniami po ziemi. Zamiast tego oglądaliśmy mnóstwo niedokładnych zagrań i wybić piłek jak najdalej od własnej bramki. Gospodarze prezentowali się tak przez pierwsze dwa kwadranse. Rywale z Kielc ten czas spożytkowali dużo lepiej. Mimo ciężkiej murawy nie unikali gry dołem. Powiedzieć jednak o ich grze, że była porywająca również nie można, ale zdecydowanie lepiej czuli się w Gdyni, niż miejscowi.

Do tego stopnia, że po jednym z rzutów rożnych aż trzech piłkarzy Arki zostało w blokach, a napastnik Korony Felicio Brown Forbes bezproblemowo głową skierował piłkę do bramki. Potrzeba było straty gola, by ekipa trenera Smółki wzięła się do pracy. Klarowne sytuacje mieli Luka Zarandia i Maciej Jankowski, ale zmarnowanie zwłaszcza tej pierwszej, kiedy Gruzin w polu karnym rywala mógł się rozgościć przez nikogo nie niepokojony, podsumował fatalny czas Arki w tym meczu.

Szkolne błędy

To nie był też – delikatnie mówiąc – najlepszy dzień defensywy Arki. Najpierw wspomniane pogubienie przy rzucie rożnym, później trudno wytłumaczalny faul w polu karnym debiutującego w gdyńskich barwach Maksymiliana Banaszewskiego. Pomocnik objął rywala, na co arbiter nie mógł inaczej zareagować, jak wskazaniem na „wapno”. Gospodarze mogli pluć sobie w brody. Miast remisować, do szatni schodzili przegrywając. Na własne życzenie.

Zbyt późna pobudka

Naprawić szkody wyrządzone przed przerwą było już trudno. Arka wprawdzie ruszyła na Koronę, ale okres dobrej gry zamknęła w ostatnim kwadransie pierwszej i pierwszym drugiej połowy. Bramkę udało jej się zdobyć za sprawą dostawienia nogi rezerwowego, Rafała Siemaszki.

To było wszystko na co stać było gospodarzy. Ich gra przez większość czasu nie napawała optymizmem. Podobnie, jak seria bez zwycięstwa, która urosła do pięciu meczów w ekstraklasie. Gdy pod uwagę weźmiemy jeszcze Puchar Polski, Arka nie wygrała w sześciu ostatnich spotkaniach, po raz ostatni pokonując Wisłę Kraków 26 listopada ubiegłego roku.

Powiedzieli po meczu:

Zbigniew Smółka (trener Arki Gdynia):

– Oddaliśmy pole, jeśli chodzi o pierwsze pół godziny. Uwidocznił się nasz mankament, czyli obrona przy stałych fragmentach. A kiedy potem nabieraliśmy wiatru w żagle, znowu popełniliśmy błąd, faulując w polu karnym. Po przerwie uprościliśmy grę, dobrze pokazał się Rafał Siemaszko. Ale na więcej, niż na gola kontaktowego, Korona nam nie pozwoliła. Tę porażkę biorę na siebie.

Gino Lettieri (trener Korony Kielce):

– W pierwszej połowie byliśmy dużo lepszą drużyną. Po przerwie zmieniliśmy nieco taktykę. Mogliśmy się bronić i czekać na rywala. Wprowadziliśmy więc obrońcę. Myślę, że na ten końcowy sukces zasłużyliśmy. Wykonaliśmy mnóstwo pracy w tym meczu, żeby tak się stało.

Arka Gdynia – Korona Kielce 1:2 (0:2)
Bramki: Siemaszko (74.) – Brown Forbes (28.), Kovacević (45. – karny)
Arka: Steinbors – Zbozień Ż, Marić, Helstrup, Marciniak – Deja Ż, Nalepa (66. Siemaszko), Janota Ż – Zarandia, Jankowski, Banaszewski (65. Aankour).
Korona: Miśkiewicz – Rymaniak, Kovacević, Gnjatić, Gardawski (43. Kosakiewicz) – Żubrowski Ż, Petrak, Pucko, Cebula (71. Malarczyk), Jukić – Brown Forbes (84. Górski).
Widzów: 6111.

fot. Arka Gdynia


Dodaj komentarz
Komentarze nie odnoszące się bezpośrednio do treści artykułu, obraźliwe, nieprawdziwe oraz niezgodne z prawem, reklamowe publikowane bez zgody wydawcy mogą zostać usunięte przez administrację. Komentarz osoby niezalogowanej, który zawiera link/i jest zatwierdzany ręcznie przez administrację.