Od domu marynarzy do Konsulatu Kultury - ta kamienica ma filmową przeszłość

Od domu marynarzy do Konsulatu Kultury - ta kamienica ma filmową przeszłość

W Gdyni są takie adresy, które mijasz mimochodem, a potem nagle odkrywasz, że kryją historię większą niż niejeden serial. Konsulat Kultury przy ul. Jana z Kolna 25 to właśnie ten typ miejsca - dziś związany z miejską kulturą, a kiedyś z marynarzami, dyplomacją i wojenną podziemną grą 🚢

  • Zanim na fasadzie pojawił się napis Konsulat Kultury, budynek żył rytmem portu
  • Projekt Płoskiego dał Gdyni nowoczesną bryłę z kaplicą i hotelem
  • Konsulat Kultury wciąż stoi na śladach Cederberga i wojennej konspiracji

Zanim na fasadzie pojawił się napis Konsulat Kultury, budynek żył rytmem portu

Wszystko zaczęło się od morza i szwedzko-gdyńskich kontaktów, które w latach 30. nabrały naprawdę dużego tempa. Statki przywoziły rudę, zabierały węgiel, a po uruchomieniu połączenia promowego z Trelleborgiem do miasta zaczęły regularnie przypływać całe grupy ludzi związanych z portem. Wielu z nich zostawało w Gdyni na kilka dni, czasem z rodzinami, więc potrzebne było miejsce, które da im dach nad głową i kawałek spokojniejszego lądu.

Tak ruszył w 1929 roku Dom Marynarza Szwedzkiego. Przez pierwsze lata działał w prowizorycznym lokalu poza śródmieściem, a większe uroczystości, choćby świąteczne, trzeba było organizować w wynajętych salach hoteli. Szybko okazało się, że to za mało, bo marynarzy przybywało, a razem z nimi rosły potrzeby całej tej portowej społeczności. ⚓

Przełom przyszedł w 1934 r., kiedy Urząd Morski w Gdyni bezpłatnie przekazał działkę o powierzchni 1000 m2. Na budowę zrzucili się Szwedzi - pieniądze zbierano jednorazowo we wszystkich świątyniach w kraju. To był moment, w którym zwykła placówka dla marynarzy zaczęła zamieniać się w znaczący punkt na mapie miasta.

Projekt Płoskiego dał Gdyni nowoczesną bryłę z kaplicą i hotelem

Za wygląd budynku odpowiadał Stanisław Płoski, a jego projekt utrzymano w późnym funkcjonalizmie. W praktyce oznaczało to budynek nowoczesny, ale bez nadmiaru ozdobników - z mocnym kontrastem materiałów, asymetrią piętra i wyraźnym narożnym podcieniem wejściowym. Przyziemie obłożono szarymi płytami kamiennymi, a wyższe kondygnacje cegłą. To jeden z tych przypadków, kiedy architektura naprawdę opowiada o swojej epoce.

Kamień węgielny wmurowano w 1935 roku, a w środku znalazły się trzy funkcje: konsulat, hotel i kaplica. Pierwsze uroczyste nabożeństwo odprawiono 9 czerwca 1936 r. Ściany kaplicy ozdobiły freski z biblijnymi scenami w morskiej odsłonie - pojawiły się m.in. połów ryb, chrzest Chrystusa i powołanie św. Piotra. To bardzo gdyńskie połączenie: religia, port i nowoczesność w jednym wnętrzu.

Już w 1937 r. budynek uznano za na tyle udany, że stał się wzorem dla podobnej instytucji w Gdańsku Nowym Porcie. Od 1937 roku Szwedzi udostępniali go także na nabożeństwa polskiej parafii ewangelicko-augsburskiej, a podczas okupacji korzystały z niego również wspólnoty prawosławna i mennonicka. W pierwszym roku działalności przewinęło się przez niego 27211 szwedzkich marynarzy - skala robi wrażenie nawet dziś.

Konsulat Kultury wciąż stoi na śladach Cederberga i wojennej konspiracji

Pierwszym gospodarzem Domu Marynarza Szwedzkiego był pastor Daniel Cederberg - człowiek, który mocno związał się z Polską i działał charytatywnie z dużym zaangażowaniem. Znał język polski, pisał o Polsce do szwedzkiej prasy, a za swoją działalność otrzymał od rządu polskiego Złoty Krzyż Zasługi. Jego nazwisko wraca w tej historii jak refren, bo to właśnie on nadał miejscu kierunek, który wykraczał daleko poza zwykłą opiekę nad marynarzami.

Podczas II wojny światowej i po jej zakończeniu budynek stał się punktem przerzutu jeńców angielskich oraz materiałów wywiadowczych do Szwecji. Prawdopodobnie odbywały się tu też spotkania ludzi związanych z akcjami ZWZ-AK. Schronienie znajdowali uchodźcy z Europy Wschodniej, kurierzy i wysłannicy ruchu oporu ścigani przez gestapo. Ryzyko było ogromne, a Cederberg - jak wynika z tej historii - brał je w dużej mierze na siebie. W budynku przechowywano również pomoc humanitarną i medyczną płynącą ze Szwecji. 🕯️

Sam dom przetrwał wojnę bez większych zniszczeń, ale port już nie miał tyle szczęścia. Został niemal całkowicie zrujnowany i zablokowany wrakami. Uruchomiono go prowizorycznie w czerwcu 1945 r., a w lipcu przypłynęły pierwsze po wojnie szwedzkie statki z węglem. Dom Marynarza Szwedzkiego też wracał do życia, choć w pierwszych latach powojennych korzystało z niego już tylko około 3500 gości rocznie, głównie przedstawicieli organizacji humanitarnych.

Później nadal pełnił ważne funkcje duszpasterskie i integracyjne. W 1958 r. odbyły się tu obrady Konferencji Luterańskich Kościołów Mniejszościowych, a w 1959 r. na fasadzie pojawił się szwedzki napis przypominający o konsularnym charakterze obiektu. Następca Cederberga, Bo Johansson, działał tu także w czasie stanu wojennego - wtedy w placówce funkcjonowała centrala rozdziału pomocy humanitarnej, pomagano emigrantom opuścić kraj i prowadzono lekcje szwedzkiego dla Polaków.

Wreszcie w 2013 roku szwedzka wspólnota wyznaniowa sprzedała budynek gminie Gdynia. Dziś mieszczą się tu Gdyńskie Centrum Kultury oraz Wydział Kultury Urzędu Miasta Gdyni, a na elewacji wróciła prosta, czytelna nazwa: Konsulat Kultury. Jeśli ktoś chce zobaczyć to miejsce z bliska, szuka go pod adresem ul. Jana z Kolna 25, 81-354 Gdynia. To jeden z tych budynków, które nie tylko stoją w mieście, ale wciąż je opowiadają.

na podstawie: Gdyńskie Centrum Kultury.