Do końca sezonu piłkarskiej Lotto Ekstraklasy zostały trzy spotkania. Losy Arki Gdynia wciąż się ważą i najbliższe dni pokażą, w którą stronę się przechylą. Stawka jest ogromna, lecz sytuacja wyjściowa dobra. Do tego żółto-niebiescy teraz dwa mecze rozegrają u siebie. Najpierw ze zdegradowanym już Zagłębiem Sosnowiec.

Beniaminek ekstraklasy matematyczne szanse na utrzymanie zaprzepaścił w ostatnim spotkaniu ze Śląskiem Wrocław (2:4). Pojawiają się więc głosy, że w związku z tym szansę na grę w zespole dostaną zawodnicy dużo młodsi. Ci, którym kontrakty kończą się w czerwcu, nie będą w większości brani pod uwagę.
– Do nas te wieści też dochodzą, ale tym bardziej musimy się skupić na sobie. Tu jest klucz do zwycięstwa. My sami. W ostatnich dniach doprowadziliśmy do momentu, w którym los mamy w swoich rękach i tego się trzymajmy – tłumaczy Jacek Zieliński, trener Arki Gdynia.

Zagłębie: zrezygnowane czy wyluzowane?

Po porażce sosnowiczan język nasuwa się pytanie o nastroje, w jakich goście przyjadą do Gdyni. Czy ich już pewny spadek to dla gospodarzy dobra wiadomość?
– Grając na luzie i bez presji sprawią nam wielkie problemy. Teraz, kiedy dla nich wszystko jest jasne, może okazać się, że będą trudniejszym rywalem niż wcześniej. Nie położą się przed nami na murawie – przestrzega Jacek Zieliński, trener Arki Gdynia. – Tym bardziej nie ma mowy o lekceważeniu. Nasza sytuacja wciąż jest na tyle ciężka, że mimo zdobywanych punktów, każdy kolejny mecz jest kluczowy. Nie możemy sobie pozwolić na moment wytchnienia – dodaje szkoleniowiec.

Scenariuszy w walce o utrzymanie jest niezliczona ilość. Dla Arki jednak psychiczną przewagą jest rozpoczynać nową serię gier. W razie zwycięstwa wywrze ona dodatkową presję na bezpośrednich rywalach. A tych wciąż jest czterech: trzech podobnie zagrożonych spadkiem (Miedź Legnica, Wisła Płock i Śląsk Wrocław) oraz jeden o krok od utrzymania, lecz matematycznie wciąż zagrożony (Górnik Zabrze).

W przeciwieństwie jednak do zainteresowanych przeciwników, Arka najbliższe dwa mecze rozegra z rywalami nie mającymi już wpływu na ligową tabelę: ze wspomnianym Zagłębiem i utrzymaną już Wisłą Kraków.
– Dla nas te mecze są jak dwa półfinały Ligi Mistrzów przed sobą. Te doznania sobie jednak stopniujemy. Myślimy tylko o tym jednym kroku z przodu. Bo żeby spotkanie z Wisłą mogło nas wydobyć z problemów, z Zagłębiem musimy wygrać – zaznacza trener Arki.

Efekt nowej miotły?

Moment i okoliczności, w których obecnie znajdują się żółto-niebiescy są na tyle newralgiczne, że cel będzie uświęcał środki.
– Nie ma czasu na fajerwerki i piękny styl – jasno dał do zrozumienia Damian Zbozień, obrońca Arki. – Nie spodziewam się, że jutro będziemy wiązać krawaty – dodał wymownie.

Nie da się jednak ukryć, że ogromny wpływ na siedmiopunktową zdobycz w rundzie finałowej miał nowy szkoleniowiec. Co więcej, Arka jest o krok od pobicia swojego najlepszego osiągnięcia punktowego, odkąd brała udział w podziale na grupy (dotąd najwięcej miała osiem punktów.
– Gdy trener Zieliński zobaczył nas na pierwszym treningu, powiedział, że wyglądamy jakbyśmy biegali z plecakiem pełnym kamieni. Fakt, wtedy nogi były bardzo ciężkie, przybici byliśmy brakiem wygranych. Choć teraz uśmiechy wróciły, to wiemy, że w dalszym ciągu jest trudno – zaznacza Zbozień.

Początek rywalizacji z Zagłębiem Sosnowiec w piątek o godz. 18. Transmisja w Eurosport 2.


Dodaj komentarz
Komentarze nie odnoszące się bezpośrednio do treści artykułu, obraźliwe, nieprawdziwe oraz niezgodne z prawem, reklamowe publikowane bez zgody wydawcy mogą zostać usunięte przez administrację. Komentarz osoby niezalogowanej, który zawiera link/i jest zatwierdzany ręcznie przez administrację.