Choć do końca sezonu pozostało jeszcze osiem meczów, to niewątpliwie ten dzisiejszy z Miedzią Legnica jawi się dla Arki jako jeden z kluczowych w walce o utrzymanie. Z żółto-niebieskiej szatni coraz częściej jednak dochodzą wieści o jednoczących się piłkarzach, tym bardziej, że na stanowisku trenera zasiadł człowiek pasujący jak ulał do obecnej sytuacji klubu.

To Jacek Zieliński, który na ekstraklasie zjadł zęby. W swoim CV ma już niejeden ugaszony pożar – choćby w Polonii Warszawa czy Cracovii. Z tą drugą jego nowy zespół ma wiele wspólnego.

Otóż, piłkarze Arki są tylko o punkt nad kreską, a do końca sezonu zasadniczego zostało tylko jedno spotkanie. To sytuacja niemal bliźniacza do tej sprzed czterech lat w Cracovii, którą przejmował właśnie Zieliński. Ta miała, tak jak Arka, ledwie oczko zapasu nad strefą spadkową, z tą tylko różnicą, że do podziału na grupy: mistrzowską i spadkową, zostały jej dwa mecze. „Pasy” pod wodzą nowego szkoleniowca przeszły niebywałą zmianę. Efekt nowej miotły? Mało powiedziane.
– Pamiętam doskonale ten czas. Trener Zieliński wszedł do nowej drużyny i ta w ostatnich dziewięciu meczach wygrała siedem, a dwa zremisowała. Na koniec byliśmy najlepsi z całej dolnej ósemki, chociaż wymieniano nas w gronie kandydatów do spadku. Nie miałbym nic przeciwko, żeby współpraca z trenerem wyglądała tak samo i w Arce – wspomina z uśmiechem Adam Marciniak, obecny kapitan Arki, a wówczas zawodnik Cracovii.

Szkoleniowiec w klubie pojawił się na nieco ponad 30 godzin przed pierwszym gwizdkiem starcia z Miedzią. Zdążył już jednak określić swoje zamiary wobec Arki.
– Chcę, by w tym mieście non stop była ekstraklasa, ale nie taka z pętlą na szyi i walczącą w niej drużyną o uniknięcie spadku do samego końca. To nie science-fiction, nie będę obiecywał mistrzostwa Polski, ale chciałbym stworzyć zespół, który należy budować powoli i z czasem, czego efekty będą później widoczne – przywitał się z Gdynią na swojej pierwszej konferencji trener Jacek Zieliński.

W spotkaniu z Miedzią rewolucji personalnej i taktycznej nie ujrzymy.
– Ten pozostały czas poświęcimy na otwarcie głów, na przygotowanie mentalność. Kibice muszą w tym meczu zobaczyć zespół, który będzie umierał na boisku, by wywalczyć ekstraklasę. Jestem przekonany, że ta misja będzie wykonana – zapewnia nowy trener Arki. I dodaje: – O rotacjach nie ma co teraz mówić. Nie jestem zwolennikiem rewolucji, wolę rozsądną i mądrą ewolucję. Przypominam, że ten zespół nadal ma w składzie zawodników, którzy wygrali Puchar Polski i Superpuchar. Oni potrafią grać, trzeba im to tylko przypomnieć.

Sobotnia wygrana, oprócz przerwania czteromiesięcznej bessy i zdobycia większej niż jeden ilości punktów, zapewni Arce jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – możliwość rozegrania czterech z siedmiu meczów grupy spadkowej przed własną publicznością.

– To bardzo ważne. Zawsze, gdy przyjeżdżałem do Gdyni jako trener rywali, widziałem tu fajny klimat – żyjące trybuny, fantastyczną atmosferę. Wiem, że one zawsze pomagały miejscowym. Teraz bym chciał, by pomogły nam – wymownie zakończył trener Zieliński.