Słaby występ z mnóstwem błędów obronnych rozegrali w Sosnowcu piłkarze Arki Gdynia. Niepodziewanie ulegli ostatniemu w tabeli Zagłębiu 2:3, dla którego było to pierwsze zwycięstwo od października ubiegłego roku.

Arka przed tym spotkaniem miała problem. Problem, który rósł z tygodnia na tydzień, a nazywał się: „seria meczów bez wygranej”. Taka sytuacja sprawiała, że i Zbigniew Smółka i jego piłkarze coraz bardziej nerwowo spoglądali w tabelę. Start wiosny nie pomógł w rozładowaniu złych emocji, bo gdynianie przegrali z Koroną Kielce 1:2 i już na początku roku z ośmiu punktów przewagi nad strefą spadkową, zostało zaledwie pięć.

Tylko zwycięstwo w Sosnowcu było więc w stanie nieco uspokoić podenerwowanych kibiców, którzy zdali sobie sprawę, że marzenia o górnej ósemce mogą być nie do spełnienia w tym sezonie. O tym wszystkim wiedzieli sami piłkarze, bo mecz rozpoczęli z ogromnym animuszem.

Bohater obu maści

Kiedy spojrzymy na listę strzelców w tym spotkaniu, wywnioskujemy, że skoro prawy obrońca strzela dwa gole, to najprawdopodobniej zagrał mecz życia. Damian Zbozień do siatki trafił już na początku meczu. Piękny wolej z powietrza dał Arce błyskawiczne prowadzenie. Drugiego gola defensor dorzucił z rzutu karnego. Wydaje się, że nie można zagrać lepszego meczu.

Nic bardziej mylnego. Zbozień stał się bohaterem obu maści – z jednej strony jego gole – w tym pierwszy przedniej urody – do pewnego momentu dawały drużynie punkt, z drugiej jednak był niesłychanie niepewny w destrukcji. Rywalom pozostawiał zbyt dużo miejsca – między innymi dlatego gola po dobitce zdobył kompletnie niepilnowany przez 29-latka Zlatko Udovicić.

Podziurawiona obrona

Tego dnia nie tylko rzeczony Zbozień miał problem z należytym wypełnianiem obowiązków obronnych – mieli go również pozostali defensorzy. Kłopoty znowu sprawiały stałe fragmenty gry, piłka nie raz mijała zdezorientowanych gości, co rusz zostawiali zbyt dużo przestrzeni przeciwnikom.

Arka dobre wrażenie robiła jedynie przez pierwszy kwadrans. Wydawało się, że po golu otwierającym, drugi jest kwestią krótkiego czasu. Prostopadłe podania rozrywały destrukcje gospodarzy. Wszystko jednak zmieniło się po tym krótkim czasie.

Żółto-niebiescy ponownie – bo czynili to już nie raz w tym sezonie – schowali się za podwójną gardą. Po raz kolejny zostali za to skarceni. Nie miał z tym problemu ostatni zespół w tabeli.

Zagłębie – zwłaszcza po przerwie – było zdeterminowane, zupełnie nie wyglądało na drużynę, która do tego spotkania wygrała jedynie dwa mecze w 21 grach ligowych. Do tego, niestety, uwypuklili wszystkie ubytki obronne, z którymi piłkarze Arki się zmagają. Tak choćby do wyrównania doprowadził Szymon Pawłowski, który nie miał problemów z dobiciem własnego uderzenia. Kolejna zaś bramka tego zawodnika to efekt nieumiejętnego wyprowadzenia piłki przez arkowców.

Gospodarze spotkanie wygrali. Uczynili to po raz pierwszy od 20 października 2018 roku. Arka natomiast niebezpiecznie zaczyna flirtować z dolnymi rejonami tabeli.

– Mieliśmy marzenia o górnej ósemce, ale z taką grą ciężko się będzie do niej załapać – wymownie powiedział po spotkaniu Michał Nalepa, pomocnik Arki.

Zagłębie Sosnowiec – Arka Gdynia 3:2 (1:2)
Bramki: Udovicić (38.), Pawłowski (60.) i (85.) – Zbozień (9.) i (45+1. – karny)
Zagłębie: Hrosso – Mygas (90. Ryndak), Polczak, Toth, Mraz – Pawłowski, Gressak (83. Milewski), Możdżeń, Udovicić – Gabedava (83. Nowak), Sanogo.
Arka: Steinbors – Zbozień, Marić (88. Olczyk), Helstrup Ż, Marciniak – Danch, Nalepa – Banaszewski (68. Banaszewski), Jankowski, Zarandia Ż – Siemaszko Ż (78. Łoś).


Dodaj komentarz
Komentarze nie odnoszące się bezpośrednio do treści artykułu, obraźliwe, nieprawdziwe oraz niezgodne z prawem, reklamowe publikowane bez zgody wydawcy mogą zostać usunięte przez administrację. Komentarz osoby niezalogowanej, który zawiera link/i jest zatwierdzany ręcznie przez administrację.