Najpopularniejsze wiadomości i informacje dla miasta Gdynia

Nikt w tym sezonie Lotto Ekstraklasy nie traci tylu goli po stałych fragmentach gry, co Arka. Gdynianie w meczu z Koroną Kielce (1:2) potwierdzili tylko, jak niepewnie czują się w defensywie w tego typu sytuacjach.

Porażka na inaugurację wiosny swoje podstawy miała w złej organizacji obronnej. Piłkarze Zbigniewa Smółki, choć w mecz weszli bardzo źle, to po utracie gola nabrali odwagi. I gdy zapowiadało się na błyskawiczne wyrównanie, zostali skarceni po kolejnym błędzie defensywy we własnym polu karnym. Cała więc praca w meczu spełzła na niczym.
– Druga bramka nas podłamała – przyznał po spotkaniu Adam Deja, pomocnik Arki.

Grzech ciężki

Taka postawa to w przypadku Arki, niestety, żadna nowość. Ubiegły rok gdynianie kończyli właśnie jako niechlubni liderzy pod względem liczby straconych bramek po stałych fragmentach. W minionej kolejne dwa gole po tym elemencie piłkarskiego rzemiosła straciła jeszcze tylko Pogoń Szczecin i Miedź Legnica. Pozostałe trzynaście zespołów po jednym, albo wcale.

Żółto-niebiescy na tle ligowej stawki wyglądają coraz bardziej blado. Każde dośrodkowanie z piłki stojącej przysparza kibiców o palpitacje serca, a w sytuacji traconej bramki – o frustrację.
– Gdy przeciwnik dochodzi do stałych fragmentów gry, w zespole panuje duża bojaźń – powiedział Zbigniew Smółka, trener Arki Gdynia.
– Bramki straciliśmy przez to, co zawsze – wymownie skomentował Michał Janota, najlepszy strzelec gdyńskiego zespołu w tym sezonie. I dodał bez ogródek: – Stałe fragmenty gry to coś, w czym jesteśmy najsłabsi. I to widać. Przegraliśmy ten mecz po naszych błędach w obronie.

Mecz z Koroną jest modelowym przykładem, jak proste błędy, a do takich zazwyczaj zaliczają się bramki tracone po stałych fragmentach, wpływają na morale i mentalność drużyny. Arce ciężko było się pozbierać po drugim golu, choć tuż przed nim wszystko zaczęło się zazębiać. Szanse na remis zmalały wówczas do minimum.

Niewysoki skład

Na 30 bramek 16 Arka traciła, gdy rywale wprowadzali do gry piłkę stojącą. Druga w tej klasyfikacji Wisła Płock ma na koncie 13 takich goli. Podium z 12 trafieniami zamyka Lechia Gdańsk. I tylko ona wyprzedza żółto-niebieskich pod kątem procentowego udziału w golach straconych ogółem.

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest z pewnością nie za wysoki skład. Trener Smółka wielokrotnie podkreślał, że jego zespół jest jednym z niższych w lidze i braki w centymetrach musi nadrabiać lepszym ustawianiem się. Ale i to szwankuje, z czego doskonale zdaje sobie sprawę.
– Przy pierwszym golu jeden z naszych zawodników opuścił strefę, drugi zaś zgubił krycie – od razu zaznaczył na pomeczowej konferencji trener Smółka.

Nie ulega wątpliwości, że tracone gole po stałych fragmentach na taką skalę są obecnie największym przyczynkiem gubionych punktów. Arka bowiem poza tym dobrze wygląda w destrukcji. Jest trzecią kolejną w lidze drużyną, która traci najmniej goli z gry (14). Niestety, większość niweczy nadmierna rozwiązłość przy rzutach wolnych, karnych, rożnych i autach.

fot. Arka Gdynia


Dodaj komentarz
Komentarze nie odnoszące się bezpośrednio do treści artykułu, obraźliwe, nieprawdziwe oraz niezgodne z prawem, reklamowe publikowane bez zgody wydawcy mogą zostać usunięte przez administrację. Komentarz osoby niezalogowanej, który zawiera link/i jest zatwierdzany ręcznie przez administrację.